Igrzyska to słowo u sportowców,
które wytwarza dodatkowe emocje. Każdy z nich chce wziąć udział w tej
imprezie. Tak też było w przypadku polskich siatkarek, które po 40 latach znów
wystąpiły na Olimpiadzie. Powrót nie był jednak udany, a wszyscy byliśmy
dobrej myśli. Niestety nie udało się.
W meczu inauguracyjnym naszym Paniom przyszło, się zmierzyć z Kubankami. Set
pierwszy poszedł im bardzo dobrze, bo wygrały go do 21, a wszystko to za
sprawą skutecznej zagrywki. Druga odsłona to totalna metamorfoza Kubanek.
Polki nie miały recepty na potężne ataki i mocne serwisy przeciwniczek. Tym
samym na tablicy świetlnej był już remis po 1. Początek trzeciej partii był
dość wyrównany, ale zawodniczki z gorącej wyspy szybko odskoczyły na kilka
punktów biało-czerwonym i dowiozły tą przewagę do końca. Czwarty set był
najgorszy w wykonaniu naszych dziewczyn. Słabe przyjęcie oraz nie najlepsza
gra na siatce przyczyniły się do tego, że Mariola i jej koleżanki musiały
zejść z boiska pokonane. Kolejny pojedynek to już rywalizacja z gospodyniami,
znowu wygrywamy pierwszą odsłonę, by przegrać dwie następne bez większej
walki. Myślałem, że już po wszystkim, ale mile się zaskoczyłem. Dziewczyny
wzięły się do gry, prowadziły nawet w końcówce, jednak cos ponownie zawiodło i
Chinki wygrały mecz. Trzeci pojedynek był kluczowy na Igrzyskach dla Polek, bo
grały z Japonią. Początek zaczął się po myśli Japonek, prowadziły już 2:0.
Bonitta w końcu dokonał zmian, wprowadził Skorupę i Rosner. Te dwie dziewczyny
odmieniły naszą reprezentację i doszło do tie-breaka, choć w czwartym secie
Polki miały już nóż na gardle. Stwierdziłem, że jak uciekły z pod topora, to
teraz może być tylko lepiej.
Tak się nie stało, Polki nie kończyły kontr i to się zemściło. Po raz trzeci
musiały zasmakować goryczy porażki. Ćwierćfinał oddalił się od nas, choć
szanse nie wielki jeszcze były, ale były dwa warunki: wygrać wszystko do końca
i czekać. Przedostatnie spotkanie w grupie z Wenezuelą nasze panie wygrały i
potrzebowały już tylko, utrzeć nosa Amerykanką. Polki z USA nie wygrały już 2
lata i to mogło niepokoić. Na szczęście Mariola wraz z koleżankami przeważały
już 2:1, wszystko wskazywało na kolejne zwycięstwo. Amerykanki wzięły się w
garść i doprowadziły do remisu. Piąty set był dość wyrównany, nasze rywalki w
decydującym momencie odskoczyły nam na dwa „oczko”. Po zdobyciu punktu z
zagrywki Kasi Skowrońskiej było po 13. Kasia raz jeszcze zaryzykowała, piłka
wróciła na naszą stronę, ale Gajgał została zatrzymana. To przesądziło o
wyniku, Polki przegrały do 13 i zakończyły swój występ na Olimpiadzie.
Ciężko mi powiedzieć co było przyczyną braku awansu do ćwierćfinału, bo nie
jestem blisko kadry. Na odległość mogę tylko stwierdzić, że zabrakło nam
trochę przyjęcia. Na dużego minusa zasługuje nasz trener Marco Bonitta, który
swoimi wypowiedziami o tym, że ma tylko 7 zawodniczek, obniżył morale naszej
ekipy.
Kolejne Igrzyska za cztery lata w Londynie, nie będzie już na nich niektórych
zawodniczek, ale miejmy nadzieje, że do tego czasu znajdą się w Polsce,
kolejna gwiazda światowego formatu.